27 grudnia 2014

Bal Królestwa Polskiego.



So, there was a ball. Not any ball, but The November Ball. It was commemoration of Polish November Rise, which had taken place in 1830. It was organised by Warsaw Reenacting Group 'Arsenał' and a lot of our Krynolina friends decided to go there. 
Today I'd like to describe how we prepared for a ball. It take a lot of time, unexpected events and a lot of funny situations. Please feel welcome to take a cup of tea, couple of cookies and read, how some Silesian Girls decided to 'conquer' Polish capital, Warsaw ... :)

Bal, bal, i po balu ...
Kto śledzi krynolinowe Instagramy wie, że bardzo duża grupa blogerek (i nie tylko) wybrała się na Bal Listopadowy (a właściwie Bal Królestwa Polskiego AD 1830) właśnie pod szyldem Krynoliny. Śmiechu było co nie miara, poznałyśmy Osobistości Rekonstruktorskie (przynajmniej dla nas - "sekcji cywilnej rekonstrukcji") i powymieniałyśmy się najświeższymi plotkami i informacjami (jednak kontakt wirtualny to nie to co kontakt na żywo). Z racji ilości informacji, które chciałabym przekazać podzielę relację na dwie części - przedbalową i właściwą. Zapraszam do przeczytania tej pierwszej.
If you're following our Instagram feeds, you could notice that all of us - Krynolina Girls - were preparing for a big 1830 ball. Because of enormous amount of information, I decided to divide my post to 2 parts.




Melancholia, MrsNelly, Loana.


Moja podróż na bal rozpoczęła się już parę tygodni przed - dokładniej we wrześniu, tuż po zakończeniu zlotu w Ojcowie. Wtedy rozpoczęłam szycie ręczne gorsetu, który miałam na sobie w trakcie balu. Kolejne tygodnie wyglądały podobnie - praca,szycie,sen - aż do ostatniego, przedbalowego tygodnia, który wyglądał jak dzień świstaka w wersji rozszerzonej :)
Mój tata perfekcyjnie zaczął rozpoznawać poszczególne elementy balowej garderoby, mama walczyła z halką sznurkową (przyznaję się bez bicia - nie zdążyłabym z taką ilością szycia i nie potrafię obsłużyć maszyny do szycia:D) i wykrojem sukni (nie odważyłam się kroić prawie 5 merów tkaniny), ja nanosiłam poprawki na gorset.
My journey to attend the ball begun few weeks ago - in September, right after meeting in Ojców. That was time, when my old regency stays decided to get retired (old not-so-perfect busk literally ripped out from lining) and I decided to sew another one - this time the 1825-1840 period suitable. Almost 8 weeks looked the same for me - work, sew, sleep - then, last week before 30th of November was one big Freaky Friday. My mom helped me a lot with sewing corded petticoat (I hate sewing machine - honestly, I can't gain control over it ;)), 1831 purple ball dress (Disney Priness Edition) when I tried to fix some serious fitting problems with my just finished stays.


Olga.


Melancholia.

W Warszawie zjawiłam się w dniu balu - jak zresztą większość naszych dziewczyn. Ciekawostką jest to, że pierwszy raz w życiu odważyłam się wypuścić samopas na to miasto :) I - oczywiście - bez niespodzianek się nie obyło :) Razem z MrsNelly i jej siostrą krążyłyśmy jak błędne owce po i wokół Złotych Tarasów (są gigantyczne!) w poszukiwaniu przystanku. Gdy znalazłyśmy odpowiedni autobus i uporałyśmy się z bagażami (przewóz dwóch walizek, paru toreb i pokrowca z sukniami, potem dotransportowanie się do Placu Zamkowego nie są prostą logistycznie sprawą :)), pozostało nam odnalezienie naszego zakwaterowania oraz przygotowanie się do balu (w tym miejscu pragnę zamieścić reklamę niesponsorowaną w żadnym wypadku naszego hostelu, Kanonii - genialne miejsce i lokalizacja, przemiła obsługa i coś, co mnie ujęło - podwójne łóżka dla każdego! :)). Błędem jednak było to, że czułyśmy się nieco - na własne życzenie - wyalienowane. Do reszty Krynoliny miałyśmy raczej daleko. Mamy nauczkę na przyszłość - wszystkie nocować w jednym miejscu - nie czuje się wtedy niedosytu rozmów :)
I came to Warsaw at ball day - like almost all of us. Of course, right after leaving Train Station we (me, MrsNelly and her sister) have got lost (The Warsaw Central and Złote Tarasy Shopping Mall are one big complex with interior streets, avenues and places - too big for us ;))! After some time we finally (with another losting episodes) found our hostel (Kanonia - it is placed right next to Warsaw's Town Market at old town. There is perfect nice stuff and they give you all you need at good price - if you ever go to Warsaw, feel welcome to check them ;)) and got ready for a ball (excluding my hair :)).

Agata, MrsNelly.


Absolutnie zachwycił mnie pomysł Eli: uszyła swojej siostrze i sobie płaszcze z 1830 roku, dzięki czemu bez problemu przetransportowała się po Warszawie (współczesne płaszcze mają jedną wadę - za wąskie rękawy :D). Wiecie już, co będzie w planach szyciowych na 2015 rok (a może i czternasty - mam jeszcze w styczniu co najmniej jeden bal!).
I got thrilled by MrsNelly idea - she sew two 1830 pelisses - something essential for 1830 big sleeves. I decided to sew one for me in next year - I really started to like that period (yes, with these grotesque sleeve size) an decided to sew all set of clothes from 1830s :)


MrsNelly, Loana, me.


Tuż przed balem wybrałyśmy się na drugą stronę warszawskiego rynku, do dwóch kolejnych Aś (Niegdysiejszej Pani Domu oraz Loany), aby tam, w względnym spokoju przygotować siebie - i innych - do wyjścia. Przebierając się w suknie balowe zrozumiałyśmy aż za dobrze, dlaczego kiedyś damy miały pokojówki. Włożenie samodzielnie sukni było po prostu niemożliwe (opuszczone ramiączka krępowały ruchy, sznurowanie na plecach wymagało pomocy drugiej osoby, zapięcie butów w sztywnych gorsetach również nie wchodziło w rachubę).
Right before the ball we've gone to another two Asias (my name in Polish is Asia - Joanne :)) and there all of us (there were another Krynolina Girls) prepared carefully our outfits (with proper jewellery, gloves, feathers, laces, tapes etc). Then we understood why old time ladies were in need of maids - it was impossible to lace the dresses, to make the hair or to put on the coats :)


Agata, MrsNelly, Loana, Olga.


Również u Aś zostały uczesane moje włosy. Z przyjemnością oddaję się zawsze w ręce Olgi, szczególnie teraz - gdy włosów mam o połowę mniej, ale wcale nie chcą przez to lepiej współpracować.
At Asias' Place Olga took care of my hair - I love when she is making my coiffure :)



Agata, Niegdysiejsza Pani Domu, Olga.

Gotowe, poopatulane w płaszcze, szale i mufki, ruszyłyśmy na bal. Ale o tym poczytacie kiedy indziej :)
Then came time to get outside and go to the ball. But about that you'll read nex time :)

Dobranoc!
Have a good day/night!

Asia







4 komentarze:

  1. No i tak nas zostawiasz! To jak przystawka bez obiadu :D
    I nie wiedziałam, że Ela z Agatą też miały płaszcze z 1830. Kiedy się zbiorę i uszyję w końcu jakiś dla siebie, to nie wiem :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, relacja byłaby zbyt długa, gdybym ujęła ją jako jeden post :)
      Tak, Ela uszyła dwa płaszcze. Podobny ma również Ala (o czym zresztą wiesz :)) i Kasia - przy czym o ile wiem, Kasia specjalnie uszyła sobie multiepokowy ciepły - żeby wszelkie bufiaste rękawy, turniury i krynoliny się pod nim mieściły :)

      Usuń
    2. Ten Kasi chyba widziałam na żywo :D Rękawy robią wrażenie ;)

      Usuń