Żyję.
Funkcjonuję.
Wracam do pisania :)
Pamiętacie, jak na początku roku pisałam, że planuję duże zmiany? Parę dni temu zdziwiłam się, ponieważ ... plany te nawet skrupulatnie wypełniam!
Podsumujmy:
1. Planowanie
Mniej lub bardziej, ale planuję swój czas. Dziennie, tygodniowo, miesięcznie - pewne punkty planu są stałe. Z powodu prywatnych zawirowań, nie byłam w stanie długo poskładać swojego dnia do jako takiego sensownego układu, ale powolutku wracam właściwego trybu życia. Zawsze planuję w pierwszej kolejności czas dla zdrowia - treningi, odpoczynek i sen. To mi pozwoliło nie zwariować ;p
W międzyczasie odkryłam system dla siebie: Bullet Journal.
Robisz jak chcesz, kiedy chcesz, w czym chcesz. No ideał :)
2. Fit
No, wpadłam jak śliwka w kompot. Przepadłam, zakochałam się, uzależniłam od siłowni :) Winię za to wspaniałą trenerkę personalną, z którą trenuję. W pewnym momencie przestał się dla mnie liczyć wygląd, a zaczęłam czerpać przyjemność z ruchu, satysfakcji i zdobywania coraz to nowych osobistych rekordów. Jeszcze trochę i zrobię tę morderczą serię burpee bez zawału serca na koniec :)
Troszeczkę gorzej idzie z dietą - wiem, że bez zdrowej diety nie ma dobrego samopoczucia i zdrwszego ciała. Ale jedzenie, szczególnie to słodkie, białe i cukrowe, to moja wielka słabość i tzw. comfort food na stres, depresję i niepowodzenia. Już się przekonałam, kiedy się dobrze czuję. Teraz trzeba tylko znaleźć w sobie dość siły, żeby się zaprzeć i na zawsze zmienić podejście do jedzenia :)
Odkryłam też, że jestem totalną nogą z makijażu i ... właściwie mi to nie przeszkadza. Nie maluję się na co dzień, jak się maluję, to jak przysłowiowe dziecko z podstawówki (choć podejrzewam, że niektóre przedstawicielki szkoły podstawowej mają w tej materii większe pojęcie ode mnie) i w gruncie rzeczy, w tej "naturalnej" wersji, dobrze mi ze sobą.
Właściwie największa i najważniejsza zmiana na "fit" zachodzi w moim mózgu. To długi, trudny i ciągły proces, który jest cały czas w trakcie realizacji. Bez tego ani rusz - może i "pokochaj siebie" to frazes, puste słowa, ale ... to prawda. Najpierw pokochaj siebie z nadwagą, nieidealną twarzą, skwaszoną miną i w tanim, rozciągniętym podkoszulku, bo inaczej mozolne zmiany, wysiłek i cała reszta nic nie dadzą.
3. Blog
Duża dziura, niespełniony cel i taki trochę wyrzut sumienia to właśnie blogowanie. Blogerem się czuję, mimo że nie piszę prawie od roku. Powiedzmy, że potrzebowałam długiego (dłuuugiego) urlopu od pisania, chwili na zastanowienie. Nie wiem, czy już z niego wracam na dobre - cóż, czas pokaże.
Chciałabym pisać nie tylko o historii mody, ale i o książkach, sporcie, grach, fryzurach - jednym słowem o lifestyle'u w takim trochę nietypowym wydaniu.
Poważnie zastanawiam się nad restartem bloga - wykasowaniem wszystkiego i zredagowaniem najważniejszych postów na nowo. Napiszcie, co o tym sądzicie.
4. Cele zawodowe
Punkt spełniony w stu procentach. Udało mi się zmienić pracę, wejść w nową "branżę", i spojrzeć na swoje dotychczasowe doświadczenie zawodowe z innej perspektywy. Długofalowe plany zawodowe powoli się klarują, a ja staram się dostosować do nowej rzeczywistości zawodowej.
5. Wyjść do ludzi
Również punkt intensywnie realizowany. Niestety, dotychczasowe doświadczenia utwierdzają mnie w mojej dotychczasowej postawie - jestem raczej samotnikiem, osobnikiem samodzielnym, któremu trudno się zsocjalizować i który woli być sam niż męczyć się we dwoje. Ale zaciskam zęby i wychodzę do ludzi. Zanim będzie za późno i uznacie mnie za pustelnika ;)
Sama się zdziwiłam, że dużo z założonych planów jest systematycznie realizowanych. To podsumowanie motywuje mnie do dalszych prób i zmian - jest wrzesień, jeszcze zostały trzy miesiące, które mogę poświęcić na ich realizację.
Biorę się do roboty!:)
A wasze plany? Realizujecie, czy porzuciliście? Może warto zacząć jeszcze raz? :)
Miłego wieczoru!
Asia
7 września 2016
12 lutego 2016
Plany kostiumowe na 2016 rok.
Wyobraźcie sobie, że wstajecie w sobotę rano, zaparzacie herbatę, siadacie do przeglądania swoich social mediów, i nagle nachodzi was ochota na spojrzenie, w jakich właściwie imprezach zobowiązaliście się wziąć udział. Siadacie więc, wpadacie na 2-3 godziny w otchłań studni zwanej paniką i ostatecznie lądujecie z ładną, usystematyzowaną listą projektów krawieckich, które musicie wykonać w ciągu najbliższych 4-5 miesięcy. Czarująco, prawda? I wcale nie żartuję - panika była!
5 lutego 2016
Plany, plany - podsumowanie stycznia.
Hej!
Jak wam idzie realizacja planów noworocznych? Pierwszy miesiąc - jedna dwunasta roku - już za nami. To aż trzydzieści dni! A to oznacza że jeszcze 330 przed nami na realizację swoich celów.
Jak wam idzie realizacja planów noworocznych? Pierwszy miesiąc - jedna dwunasta roku - już za nami. To aż trzydzieści dni! A to oznacza że jeszcze 330 przed nami na realizację swoich celów.
20 stycznia 2016
Noworoczne postanowienia.
Zaczęłam post i go skasowałam. Zaczęłam drugi i też go skasowałam :)
Zacznę więc trzeci raz, ale bez wstępów o długiej nieobecności - po co stwierdzać fakt oczywisty.
Do dzieła!
Zacznę więc trzeci raz, ale bez wstępów o długiej nieobecności - po co stwierdzać fakt oczywisty.
Do dzieła!
25 września 2015
5 najlepszych* seriali internetowych**
* Subiektywnie!
**Z oczywistych względów dostępnych na YouTube :)
Jako że niedługo (za sześć dni!) rusza pierwszy polski kostiumowy serial internetowy, "1815 vlog", postanowiłam podzielić się z Wami moimi ulubionymi produkcjami tego typu. Seriale internetowe są dla mnie strzałem w dziesiątkę - krótkie, treściwe, często dodawane i absolutnie darmowe. Dodatkowo - często wokół serialu jest zbudowana cała "druga rzeczywistość" - bohaterowie mają swoje konta w social media, na których można równolegle poznawać ich przygody, wspominane epizodycznie postacie okazują się często "gwoździami programu" - mnie jako marketingowca i wielkiego fana internetu niezwykle taka "bańka" wyobraźni pociąga!
Nie przedłużając jednak.
**Z oczywistych względów dostępnych na YouTube :)
Jako że niedługo (za sześć dni!) rusza pierwszy polski kostiumowy serial internetowy, "1815 vlog", postanowiłam podzielić się z Wami moimi ulubionymi produkcjami tego typu. Seriale internetowe są dla mnie strzałem w dziesiątkę - krótkie, treściwe, często dodawane i absolutnie darmowe. Dodatkowo - często wokół serialu jest zbudowana cała "druga rzeczywistość" - bohaterowie mają swoje konta w social media, na których można równolegle poznawać ich przygody, wspominane epizodycznie postacie okazują się często "gwoździami programu" - mnie jako marketingowca i wielkiego fana internetu niezwykle taka "bańka" wyobraźni pociąga!
Nie przedłużając jednak.
5 września 2015
Legimi - jak wpaść w czytelniczy nałóg :)
Wokół usługi Legimi oraz abonamentu na książki krążyłam już od dłuższego czasu - czytając o nim u Ani z bloga Ania Maluje, a także trzeźwo spoglądając na moje potrzeby czytelnicze, postanowiłam zdecydować się na wykupienie usługi. Powstrzymywał mnie brak odpowiedniego nośnika - mój telefon jest w stanie agonalnym (:D), tablet rozbity, a kompter czeka wymiana.
Bodźcem przyspieszającym decyzję okazała się ograniczona czasowo oferta - zamówienie nielimitowanego dostępu do książek oraz czytnika. I wszystko ważne tylko do 31 sierpnia ...
Bodźcem przyspieszającym decyzję okazała się ograniczona czasowo oferta - zamówienie nielimitowanego dostępu do książek oraz czytnika. I wszystko ważne tylko do 31 sierpnia ...
31 sierpnia 2015
Dzień Blogera! - blogi, które czytam regularnie.
Wesołego Dnia Blogera!
Z okazji naszego święta, powinnam wskazać 10 blogerów,
których podziwiam.
Ja pokażę Wam dzisiaj polskie blogi, które śledzę regularnie
J
9 sierpnia 2015
UFO - Patriotic Stays.
*UFO (Unfinished Object) - Projekt rozpoczęty, i z jakiegoś powodu porzucony w trakcie wykonywania. Termin ten jest dość rozpowszechniony wśród rękodzielników, szczególnie w kręgach krawieckich.
Finally! I had finished my UFO project - stays for XVIIIth century, in progres over a year. Here you have some photos!
No, od teraz mogę się nazywać prawdziwym kostiumerem - pierwszy ukończony projekt UFO za mną!
Finally! I had finished my UFO project - stays for XVIIIth century, in progres over a year. Here you have some photos!
No, od teraz mogę się nazywać prawdziwym kostiumerem - pierwszy ukończony projekt UFO za mną!
28 czerwca 2015
Where's my time!?
![]() |
| https://businesscollective.com/ |
Today's post is about lack of time management in my life. Translation will be here soon :)
A właściwie: totalne niezorganizowanie się w czasie.
Znacie to? Macie tyyle planów na na życie, a dziwnym trafem, np. w trakcie rocznego podsumowania okazuje się, że prawie nic nie zrobiliście.
Ze mną aż tak źle nie jest, choć nie jest też idealnie :)
Ostatni post na blogu: 7 luty. Od siódmego lutego zdążyłam uszyć ten nieszczęsny gorset (wraz z mamą - przyznaję się ;)), zdążyłam również uszyć sukienkę Lady Mary z Downton Abbey (większa część zaszczytu przypada mojej mamie). Ale kostiumowo nie zrobiłam nic więcej bo...
Nie mam czasu.
A właściwie czas mam, ale źle go organizuję :)
Trzy tygodnie temu miałam w pokoju istny armagedon: zawartość szafy i komody leżały na podłodze. Przez 3 tygodnie, bo nie miałam siły ani czasu (czas oczywiście był - źle wykorzystany ;p) posegregować ubrań. Gdy w końcu zacisnęłam zęby i to zrobiłam zajęło mi to może godzinę.
Od pół roku pracuję na pełnym etacie - osiem, czasami do 11 godzin dziennie (w nagłych wypadkach - taka specyfika pracy). Tylko dlaczego w praktyce mam wyjęte dodatkowe 4 godziny z życia przez dojazdy? (mieszkam 10 km od swojej pracy i czasem wracam do domu 3 godziny dziennie - sic!). A wystarczyłoby powiedzieć: "Sorry wszystkim, muszę wyjść za 3 minuty, bo inaczej nie zdążę na autobus. Zrobię to jutro". Nie potrafię odmawiać. Moich znajomych widuję bardzo rzadko i niestety coraz rzadziej się z nimi kontaktuję. Wracając do domu mam ochotę tylko spać. Nie ciągnie mnie do Facebooka, komputera, czytania, szycia. Wszystkiemu winne zmęczenie i rozleniwienie. No i zła organizacja w czasie :)
Wszystko rozbija się o organizację i czas. I asertywność :D
Od jakiegoś czasu dojrzewam do tego, że powinnam ustalić sobie priorytety w życiu. Nauczyć się planować swoje cele. Planować absolutną większość swojego czasu - zarówno zawodowego, jak i prywatnego,tak aby maksymalnie je wykorzystać.
Wyznaję zasadę filarów życia, którą wśród blogów rozpowszechniła Ania Kęska. Staram się utrzymywać między nimi równowagę, chwilowo jednak jest ona mocno zaburzona: zła organizacja sprawiła, że prawie przestało u mnie istnieć życie osobiste, hobby, natomiast niemiłosiernie absorbująca stała się praca zawodowa. Nie podoba mi się to.
Potrzebowałabym albo dłuższej doby, albo kogoś, kto by za mnie robił większość rzeczy :)
Postanowiłam z tym walczyć.
1. Prowadzę kalendarz. A właściwie trzy kalendarze :) Dwa tradycyjne książkowe, jeden elektroniczny. Wciąż szukam idealnego dla siebie systemu. Zapisuję w nich ważne daty (np. spotkania z klientami, deadline'y, fryzjera, lekarza, spotkanie ze znajomymi :)), jak i zadania do wykonania (bez tego tonę w zaległościach. Zaraz, i tak w nich tonę ;P)
Marzy mi się organizer, jaki zaproponowała Alina z Design Your Life.
2. Chodzę spać i wstaję o regularnych porach. Wciąż bywa z tym różnie, ale organizm już się przyzwyczaił do rozkładu dnia i często budzi się przed budzikiem (choć tu dużo daje też niezasłanianie roletą okna ;)). Zwykle chodzę spać między 23:00 a północą, a wstaję o 6:30. Czasami, jak jestem bardzo zmęczona, po przyjściu z pracy dosypiam około godziny (wiem, że to błąd i taka drzemka nie powinna trwać dłużej niż 15 minut). Planuję powoli przyzwyczajać organizm do wstawania o 5:00 rano - dodatkowe 1,5 godziny zawsze mile widziane! :)
3. Wykorzystuję czas pozornie nie do wykorzystania. Gram w Candy Crusha, czytam książki i sprawdzam Facebooka w drodze do i z pracy. 4 godziny piechotą nie chodzi :)
4. Planuję pozornie nieważne rzeczy. Jeżeli nie zaplanuję sobie np. fryzjera, zakupów czy dziennej dawki ruchu, prawdopodobnie albo o niej zapomnę, albo nie będę miała siły tego zrobić :)
A co jeszcze chcę zrobić, żeby znaleźć więcej czasu?
4. Sprzątać częściej. Proste, genialne i niedoceniane. Jeżeli mogę poświęcić na sprzątanie 15 minut dziennie, a nie 8 godzin w weekend, wybór jest oczywisty :)
5. Planować swój tydzień, miesiąc i rok. A także 5 i 10 lat. Stawiać sobie cele, które będę chciała osiągnąć. Potrzebuję motywacji :)
6. Wykonywać wolny zawód. Nie teraz. Marzenie na przyszłość - móc pracować kiedy ja chcę, a nie kiedy tego wymaga umowa.
7. Rozwijać się. Zapewnić sobie poczucie dobrego wykorzystania czasu. Zrobiłam prawo jazdy, teraz czas na następne wyzwanie :) Obecnie postanowiłam zgłębić tajniki haftu. Chciałabym też się nauczyć włoskiego ... :D
A wy jak sobie radzicie z brakiem czasu? Macie swoje metody na jego znalezienie? Podzielicie się? :)
Miłego dnia!
Asia
7 lutego 2015
1910 corset - research
I've decided to make another corset. This time, 1910s one. So, here's where the epic journey begins ...
I know, that it should be most-a-like natural fabrics, like cotton, linen and it should have lovely, very tiny stripe pattern. Preferably - white-grey colour combination. Some long, flying lace is highly desired. And there should be garters, definitely!
Now what I have:
- 1910 corsets' knowlege - something-like-a-zero
- corset sewing wisdom - something-like-a-zero-with-no-ability-to-learn-my-own-mistakes :D
- fabrics - only for mock up (really mad shade of red. or green.)
- pattern - underbust one, when I need overbust one. It's still on a little paper sheet.
- millinery - I have garters. And MAYBE there is something ... somewhere at ... well, I really need to clean :D
- boning, closure - only eyelets. with no working fancy scissors-a-like to get them on.
- time - hell to little!
So, there is one women. One corset. One journey. Let it begin.
Nawet nie wiecie, jaką ekscytację czuję, siadając do tego posta!
Fakt, że go piszę oznacza, że wracam do życia, do tego co kocham: do igieł, szpilek, nici, cierpliwego szycia.
Ale zanim pokażę wam postępy prac nad gorsetem, najpierw pokażę wam czego chcę - to znaczy co mam nadzieję zobaczyć za miesiąc :)
Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
Gorset z 1910 roku krąży w mojej głowie mniej więcej od pół roku, coraz bardziej się krystalizując. Wiem, że ma być jasny, w paseczki, ozdobiony koronką i wyposażony w podwiązki. Kanony modnej sylwetki tamtego okresu determinują również jego budowę: ma być długi, wysmuklający biodra (i talię, choć w moim wypadku tu może być problem ;p) i coś co mnie martwi - nie obejmujący biustu. Ja nie mogę sobie na to pozwolić. Dlatego kombinuję! wciąż waham się, czy zabudować wyżej gorset, czy dodatkowo uszyć ... epokowy biustonosz :)
Źródła: 1, 2
Kolejnym problemem - wydawałoby się - nie do przeskoczenia - jest dla mnie brak usztywnienia do gorsetu. Muszę poszukać tanich (i dobrych) fiszbin spiralnych i płaskich oraz solidnego buska. Albo ... zdecydować się na nieoklepane rozwiązania :)
I know, that it should be most-a-like natural fabrics, like cotton, linen and it should have lovely, very tiny stripe pattern. Preferably - white-grey colour combination. Some long, flying lace is highly desired. And there should be garters, definitely!
Now what I have:
- 1910 corsets' knowlege - something-like-a-zero
- corset sewing wisdom - something-like-a-zero-with-no-ability-to-learn-my-own-mistakes :D
- fabrics - only for mock up (really mad shade of red. or green.)
- pattern - underbust one, when I need overbust one. It's still on a little paper sheet.
- millinery - I have garters. And MAYBE there is something ... somewhere at ... well, I really need to clean :D
- boning, closure - only eyelets. with no working fancy scissors-a-like to get them on.
- time - hell to little!
So, there is one women. One corset. One journey. Let it begin.
Nawet nie wiecie, jaką ekscytację czuję, siadając do tego posta!
Fakt, że go piszę oznacza, że wracam do życia, do tego co kocham: do igieł, szpilek, nici, cierpliwego szycia.
Ale zanim pokażę wam postępy prac nad gorsetem, najpierw pokażę wam czego chcę - to znaczy co mam nadzieję zobaczyć za miesiąc :)
![]() |
| Dokładny wykrój, z jakiego będę szyła swój gorset: Festive Attyre, 1910 rok. |
Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
Gorset z 1910 roku krąży w mojej głowie mniej więcej od pół roku, coraz bardziej się krystalizując. Wiem, że ma być jasny, w paseczki, ozdobiony koronką i wyposażony w podwiązki. Kanony modnej sylwetki tamtego okresu determinują również jego budowę: ma być długi, wysmuklający biodra (i talię, choć w moim wypadku tu może być problem ;p) i coś co mnie martwi - nie obejmujący biustu. Ja nie mogę sobie na to pozwolić. Dlatego kombinuję! wciąż waham się, czy zabudować wyżej gorset, czy dodatkowo uszyć ... epokowy biustonosz :)
Źródła: 1, 2
Kolejnym problemem - wydawałoby się - nie do przeskoczenia - jest dla mnie brak usztywnienia do gorsetu. Muszę poszukać tanich (i dobrych) fiszbin spiralnych i płaskich oraz solidnego buska. Albo ... zdecydować się na nieoklepane rozwiązania :)
![]() |
| Ten bardzo kusi - pochodzi z 1910 roku i nie ma brykli! |
Jak widać, dużo wyborów, pracy i nauki szycia gorsetów przede mną. Trzymajcie kciuki! Niedługo postaram się pokazać wam gotowy wykrój :)
Pozdrawiam!
Asia
1 lutego 2015
VII Jakobicki Bal Szkocki - VIIth Scottish Ball in Cracow
Today I'd like to show you some of my memories from VIIth Scottish Ball in Cracow. If you ever will be in Poland in january, you have to take part in it! :)
Jestem paskudnym blogerem, przyznaję się bez bicia! :) Zamiast pracować nad nowymi postami, nie tylko zaniedbuję swojego bloga, ale i czytanie Waszych :( A wszystkiemu winien Candy Crush, a jak! :)
Wiem, że zalegam wciąż z drugą częścią sprawozdania z warszawskiego Balu (ale nie czarujmy się - po prostu nie wiem już co napisać), jednak chciałabym nieco powspominać bal szkocki.
Tegoroczny był już siódmą edycją, powiązaną z tematyką jakobickich powstań w XVIII wieku.
Temat ciekawy, datowanie niezbyt szczęśliwe (te stelaże!), za to historia z nim powiązana jak najbardziej ciekawa! W ramach wspomnień do dzisiaj słucham dud, oglądam tańce szkockie nad mieczami (Argylle Broadsword - dziękuję Maialis za informację!) i podziwiam panów w kiltach :)
Niniejszym zapraszam Was do zapoznania się z moimi wspomnieniami z VII Jakobickiego Balu Szkockiego.
Bal odbył się 24 stycznia w Dworku Białoprądnickim. Miejsce - idealne! Epokowe wnętrza, dwie duże sale (jedna była jadalnią - bufetem, ale część gości szybko zrobiła z niej użytek taneczny :)), i ten klimat - idealny na tańce. Dodatkowo, frekwencja dopisała - na balu było 120 osób! :)
Dresscode tegorocznego balu obejmował stroje z połowy XVIII wieku. Oczywiście, dresscode został w większej ilości przypadków złamany. Tym sposobem, będąc na balu widzieliśmy zarówno stroje barokowe, suknie z lat 1750- tych (udało mi się idealnie wpasować!), angielki i redingnoty z końca XVIII wieku, suknie napoleońskie, bedmeierowskie, z lat 40-tych XIX wieku, jak i współczesne, szkockie i nie szkockie stroje wieczorowe.
Udało nam się przetańczyć aż 19 tańców (osoby niewprawione i nieznające kroków przetańczyły około 12 :)), zarówno szkockich jak i angielskich, zobaczyć dwa pokazy zespołów Szkoły Tańca Jane Austen i tańca szkockiego Comhlan, jak i oplotkować połowę znajomych :)
Bal był dla mnie świetny. Niestety, nie jestem obiektywna, bo krakowskie bale uwielbiam. Z niecierpliwością czekam na bal przyszłoroczny i serdecznie zapraszam was do spotkania na sali balowej za rok! :)
Kiedy Was zobaczę na balu? :)
Asia.
Jestem paskudnym blogerem, przyznaję się bez bicia! :) Zamiast pracować nad nowymi postami, nie tylko zaniedbuję swojego bloga, ale i czytanie Waszych :( A wszystkiemu winien Candy Crush, a jak! :)
Wiem, że zalegam wciąż z drugą częścią sprawozdania z warszawskiego Balu (ale nie czarujmy się - po prostu nie wiem już co napisać), jednak chciałabym nieco powspominać bal szkocki.
Tegoroczny był już siódmą edycją, powiązaną z tematyką jakobickich powstań w XVIII wieku.
Temat ciekawy, datowanie niezbyt szczęśliwe (te stelaże!), za to historia z nim powiązana jak najbardziej ciekawa! W ramach wspomnień do dzisiaj słucham dud, oglądam tańce szkockie nad mieczami (Argylle Broadsword - dziękuję Maialis za informację!) i podziwiam panów w kiltach :)
Niniejszym zapraszam Was do zapoznania się z moimi wspomnieniami z VII Jakobickiego Balu Szkockiego.
Bal odbył się 24 stycznia w Dworku Białoprądnickim. Miejsce - idealne! Epokowe wnętrza, dwie duże sale (jedna była jadalnią - bufetem, ale część gości szybko zrobiła z niej użytek taneczny :)), i ten klimat - idealny na tańce. Dodatkowo, frekwencja dopisała - na balu było 120 osób! :)
| Spokojnie, umiem liczyć, tu nie ma ponad stu osób. To tylko reprezentacja Krynoliny :) Na zdjęciu brakuje Unicornis i Maialis |
| XVIII wiek razem! :) Znów brakuje Unicornis :) |
Dresscode tegorocznego balu obejmował stroje z połowy XVIII wieku. Oczywiście, dresscode został w większej ilości przypadków złamany. Tym sposobem, będąc na balu widzieliśmy zarówno stroje barokowe, suknie z lat 1750- tych (udało mi się idealnie wpasować!), angielki i redingnoty z końca XVIII wieku, suknie napoleońskie, bedmeierowskie, z lat 40-tych XIX wieku, jak i współczesne, szkockie i nie szkockie stroje wieczorowe.
| Znajomi rekonstruktorzy z Garnizonu Fortecy Częstochowskiej- pozdrawiam! :) |
Udało nam się przetańczyć aż 19 tańców (osoby niewprawione i nieznające kroków przetańczyły około 12 :)), zarówno szkockich jak i angielskich, zobaczyć dwa pokazy zespołów Szkoły Tańca Jane Austen i tańca szkockiego Comhlan, jak i oplotkować połowę znajomych :)
| Tak, nigdy nie wypadam z roli :) I widzicie Malais(czeszę) i Unicornis (w kapeluszu)! |
Bal był dla mnie świetny. Niestety, nie jestem obiektywna, bo krakowskie bale uwielbiam. Z niecierpliwością czekam na bal przyszłoroczny i serdecznie zapraszam was do spotkania na sali balowej za rok! :)
| Zdjęcie z dnia po balu, z krynolinowego spotkania :) |
Kiedy Was zobaczę na balu? :)
Asia.
21 stycznia 2015
Show me your ... outside :)
I'd like to show you some brilliant and just cute packaging, which I found lately :)Have you ever got some of them? :)
Dla części (dobrze, dla większości :)) z Was nie jest tajemnicą, że zawodowo jestem związana z marketingiem i promocją. Jednym z szeroko pojętych atrybutów, części składowych marketingu jest opakowanie - przynależne jednemu z elementów 4P, czyli produktowi (wielka czwórka marketingu: Product, Price, Promotion, Placement, czyli odpowiednio: produkt, cena, promocja i dystrybucja).
Dla mnie jednak sprawa nie jest taka prosta, bo w moim mniemaniu opakowanie i promocja są ze sobą silnie związane - dobrze opakowany produkt może sam dla siebie stanowić reklamę, plus nie uwierzę, że nie kierujemy się designem w wyborze między dwoma podobnymi produktami :)
Dziś chciałabym wam pokazać moje osobiste top 10 opakowań dedykowanych jakiemuś produktowi (opakowania DIY to osobny, rozległy temat. Podobnie jak kalendarze :)).Jest to oczywiście absolutnie subiektywna lista. Zaznaczam również, że nie segreguję w żaden sposób zebranych przykładów.
1.
2. Oczywiście, że nie mogło tu zabraknąć starych, bogato zdobionych opakowań :)
3.
6.
7.
Dla części (dobrze, dla większości :)) z Was nie jest tajemnicą, że zawodowo jestem związana z marketingiem i promocją. Jednym z szeroko pojętych atrybutów, części składowych marketingu jest opakowanie - przynależne jednemu z elementów 4P, czyli produktowi (wielka czwórka marketingu: Product, Price, Promotion, Placement, czyli odpowiednio: produkt, cena, promocja i dystrybucja).
Dla mnie jednak sprawa nie jest taka prosta, bo w moim mniemaniu opakowanie i promocja są ze sobą silnie związane - dobrze opakowany produkt może sam dla siebie stanowić reklamę, plus nie uwierzę, że nie kierujemy się designem w wyborze między dwoma podobnymi produktami :)
Dziś chciałabym wam pokazać moje osobiste top 10 opakowań dedykowanych jakiemuś produktowi (opakowania DIY to osobny, rozległy temat. Podobnie jak kalendarze :)).Jest to oczywiście absolutnie subiektywna lista. Zaznaczam również, że nie segreguję w żaden sposób zebranych przykładów.
1.
![]() |
| fot. lovelypackage.com |
2. Oczywiście, że nie mogło tu zabraknąć starych, bogato zdobionych opakowań :)
![]() |
| fot. luckypony.co.za |
![]() |
| fot. enfuzed.com |
4.
![]() |
| fot. i.imgur.com |
5. No dobrze, jedno DIY się wkradło :)
![]() |
| fot. feedly.com |
6.
![]() |
| fot. behance.net |
![]() |
| fot. muymolon.com |
8.
![]() |
| fot. pinthemall.com |
6 stycznia 2015
Very promising purchases.
Today I'd like to show you my latest historical purchases from ... big outlet shops (don't know how you call it - these shops are Tesco and Aldi, and probably they can be compared to Walmart or Sears - just a "little" smaller than these ;)) I really like to purchase there some historical things - they are usually really cheap( all purchased things cost someting like $2), good quality(cotton, leather, silk) and suitable for most of decades :) Here you have only two things which I got: new red leather gloves ($3!) and white, thick, cotton stockings which are ... 2-sizes-too-small, overknee socks ($2). I love that kind of shopping! :)
Jednym z najciekawszych i najbardziej pociągających (dla mnie) atutów kostiumerstwa, odróżniających go od rekonstrukcji historycznej jest fakt, że mogę kombinować. Nikt, kto kiedykolwiek miał do czynienia z naszą pasją, nie zaprzeczy, że jest to hobby drogie, czasochłonne i bardzo absorbujące. Kosztują stroje (i wszystkie ich składowe), kosztują akcesoria, wyjazdy, imprezy, a także wiedza. Kostiumerstwo (o którego nazwę, definicję i określenie wciąż toczymy w Polsce walkę!) różni się od rekonstrukcji rozluźnieniem rygorów poprawności historycznej. Uważamy, że nam wolno czerpać z kostiumów i historii mody esencję tego, co jest dla nas najważniejsze - kroje, ogólną estetykę, techniki szycia, odczucia - przymykając jednocześnie oczy na niedoskonałości naszych strojów: nie zawsze odpowiednie wzory tkanin, odcienie, zdobienia czy skład surowcowy. Nie chciałabym wchodzić dziś w debaty na temat granic kostiumerstwa (czy w ogóle jego istnienia - choć autorytety nasze prawa już częściowo poparły :)), czy zasadności przenoszenia nazwy jako kalki określenia angielskiego (kostiumer pochodzi od angielskiego słowa costumer i zdajemy sobie sprawę, że w języku polskim oznacza głównie pracownika teatru zajmującego się kostiumami scenicznymi), chciałabym się skupić na innym, o wiele przyjemniejszym aspekcie kostiumerstwa: pozwala zbierać w sklepach bardzo wartościowe, przypadkowe łupy :)
Jednym z najciekawszych i najbardziej pociągających (dla mnie) atutów kostiumerstwa, odróżniających go od rekonstrukcji historycznej jest fakt, że mogę kombinować. Nikt, kto kiedykolwiek miał do czynienia z naszą pasją, nie zaprzeczy, że jest to hobby drogie, czasochłonne i bardzo absorbujące. Kosztują stroje (i wszystkie ich składowe), kosztują akcesoria, wyjazdy, imprezy, a także wiedza. Kostiumerstwo (o którego nazwę, definicję i określenie wciąż toczymy w Polsce walkę!) różni się od rekonstrukcji rozluźnieniem rygorów poprawności historycznej. Uważamy, że nam wolno czerpać z kostiumów i historii mody esencję tego, co jest dla nas najważniejsze - kroje, ogólną estetykę, techniki szycia, odczucia - przymykając jednocześnie oczy na niedoskonałości naszych strojów: nie zawsze odpowiednie wzory tkanin, odcienie, zdobienia czy skład surowcowy. Nie chciałabym wchodzić dziś w debaty na temat granic kostiumerstwa (czy w ogóle jego istnienia - choć autorytety nasze prawa już częściowo poparły :)), czy zasadności przenoszenia nazwy jako kalki określenia angielskiego (kostiumer pochodzi od angielskiego słowa costumer i zdajemy sobie sprawę, że w języku polskim oznacza głównie pracownika teatru zajmującego się kostiumami scenicznymi), chciałabym się skupić na innym, o wiele przyjemniejszym aspekcie kostiumerstwa: pozwala zbierać w sklepach bardzo wartościowe, przypadkowe łupy :)
30 grudnia 2014
Happy New Year!
Well, I think, that it's time to summarize my last year :) It was really intense period of my life. I graduated my Master Degree, I've got a dream job (and I'm getting new one in January! :)) I've started to care about my health and I've been witnessed the growth of our Krynolina. I've also improved a lot my skills and my hobbies' knowledge.
Zdałam sobie sprawę, że wypadałoby podsumować 2014 rok, i to w każdym aspekcie! :)
Dla mnie ubiegły rok był jednym z najintensywniejszych okresów mojego życia. Skończyłam studia, dostałam pracę (którą wraz z rozpoczęciem nowego roku zmieniam - mam nadzieję, że na jeszcze ciekawszą niż ta, którą wykonywałam do tej pory :) Przy okazji serdecznie pozdrawiam całe moje biuro, które - a jak - śledzi moje poczynania :)) a także rozwinęłam wraz z dziewczynami Krynolinę. Rozpoczęłam walkę o swoje zdrowie (pływam i biegam) a także rozwinęłam swoje pasje.
Niestety, w skutek intensywnych zdarzeń zaniedbałam bloga, Facebooka i Instagram. Planuję jednak pisać bardziej systematycznie, biorąc przykład z Porcelany, która z powodzeniem prowadzi blog, dwa fanpejdże (Buduar Porcelany oraz Krynolina - tak, to dzięki niej i Damie Koronkowej wiecie, co się dzieje :)), szyje, pracuje zawodowo i jeszcze ma czas jeździć na wykłady, które prowadzi! :)
Unfortunately, I've also lost my inspiratoin to take care of blog page, facebook account and Instagram. I hope to change that soon - to write more recent, to make more inspirational things and - to find some more hours in my day :)
A co za tym idzie, czas ogłosić wszem i wobec, że w 2015 roku ... nic nie planuję :)
Żartuję :)
Planów jest dużo, wiele tajnych, w trakcie rozpracowywania, niektóre bez szans na powodzenie. Wśród tych najważniejszych dla Was, moich czytelników mogę wymienić wznowienie Krótkiej Historii Mody (planuję dokończyć regencję i zabrać się za kolejną epokę - którą prawdopodobnie sami wybierzecie), planowane dwa pełne stroje z 1912 roku oraz brakującą wyprawkę z lat 1824-1827 (nową halkę, suknię wieczorową, pelisę, kapelusz, koszulę nocną z peniuarem i - jeżeli mi starczy czasu - drugą suknię dzienną). Chciałabym również uszyć coś z "mojego" okresu - roztańczonych lat dwudziestych, jednak jestem realistką - na to już mogę nie mieć czasu :)
Planuję również ponaprawiać/poprzerabiać/wykończyć dotychczasowe suknie i porządnie je sfotografować :) Każdy z tych etapów chciałabym uwieczniać na zdjęciach i Wam - moim czytelnikom - umożliwić uczestniczenie w procesie ich powstawania :).
For 2015 I'm planning to renew some of my period post publications, to sew three big projects: 1912 evening gown and promenade ensemble, and to finish my 1825 closet - I still need some dresses, petticoats, pelise, hats, reticules. I also want to take photoshoots for my finished dresses - 1920 ones, 1750 one and 1830 ball gown.
Dla części z Was te plany mogą się wydawać banalne, zbyt proste, ale ja wiem, że wcale nie jest łatwo być systematycznym, gdy się nie ma dobrego światła, aparatu, modelki :) Ale wierzę, że jak się postaram, wszystko się uda! :)
I know, that my plans are not so spectacular like others' one. But I know myself - I'm really weird fushion of perfectionist and poor skills' photographer - so a lot of my works don't get the point, where I can say "Ok, I can post it!"
But I'm plannng to change it :)
Tymczasem żegnam się z Wami w starym roku, życzę wszelkiej pomyślności, sił i optymizmu na Nowy Rok i spełnienia przynajmniej połowy marzeń i planów z listy na 2015 rok :)
Biegnę pakować się na krynolinowego retro Sylwestra - Szycie Party :)
Anyway, I'd like to wish you all happy new year!
And I'll go back to preparations for our - Krynolina's - New Year Celebrations - with a lot of sewing, of course! :)
Do Siego Roku! :)
Wish you All The Best! :)
Asia.
![]() |
| źródło |
Zdałam sobie sprawę, że wypadałoby podsumować 2014 rok, i to w każdym aspekcie! :)
Dla mnie ubiegły rok był jednym z najintensywniejszych okresów mojego życia. Skończyłam studia, dostałam pracę (którą wraz z rozpoczęciem nowego roku zmieniam - mam nadzieję, że na jeszcze ciekawszą niż ta, którą wykonywałam do tej pory :) Przy okazji serdecznie pozdrawiam całe moje biuro, które - a jak - śledzi moje poczynania :)) a także rozwinęłam wraz z dziewczynami Krynolinę. Rozpoczęłam walkę o swoje zdrowie (pływam i biegam) a także rozwinęłam swoje pasje.
Niestety, w skutek intensywnych zdarzeń zaniedbałam bloga, Facebooka i Instagram. Planuję jednak pisać bardziej systematycznie, biorąc przykład z Porcelany, która z powodzeniem prowadzi blog, dwa fanpejdże (Buduar Porcelany oraz Krynolina - tak, to dzięki niej i Damie Koronkowej wiecie, co się dzieje :)), szyje, pracuje zawodowo i jeszcze ma czas jeździć na wykłady, które prowadzi! :)
Unfortunately, I've also lost my inspiratoin to take care of blog page, facebook account and Instagram. I hope to change that soon - to write more recent, to make more inspirational things and - to find some more hours in my day :)
A co za tym idzie, czas ogłosić wszem i wobec, że w 2015 roku ... nic nie planuję :)
Żartuję :)
Planów jest dużo, wiele tajnych, w trakcie rozpracowywania, niektóre bez szans na powodzenie. Wśród tych najważniejszych dla Was, moich czytelników mogę wymienić wznowienie Krótkiej Historii Mody (planuję dokończyć regencję i zabrać się za kolejną epokę - którą prawdopodobnie sami wybierzecie), planowane dwa pełne stroje z 1912 roku oraz brakującą wyprawkę z lat 1824-1827 (nową halkę, suknię wieczorową, pelisę, kapelusz, koszulę nocną z peniuarem i - jeżeli mi starczy czasu - drugą suknię dzienną). Chciałabym również uszyć coś z "mojego" okresu - roztańczonych lat dwudziestych, jednak jestem realistką - na to już mogę nie mieć czasu :)
Planuję również ponaprawiać/poprzerabiać/wykończyć dotychczasowe suknie i porządnie je sfotografować :) Każdy z tych etapów chciałabym uwieczniać na zdjęciach i Wam - moim czytelnikom - umożliwić uczestniczenie w procesie ich powstawania :).
For 2015 I'm planning to renew some of my period post publications, to sew three big projects: 1912 evening gown and promenade ensemble, and to finish my 1825 closet - I still need some dresses, petticoats, pelise, hats, reticules. I also want to take photoshoots for my finished dresses - 1920 ones, 1750 one and 1830 ball gown.
Dla części z Was te plany mogą się wydawać banalne, zbyt proste, ale ja wiem, że wcale nie jest łatwo być systematycznym, gdy się nie ma dobrego światła, aparatu, modelki :) Ale wierzę, że jak się postaram, wszystko się uda! :)
I know, that my plans are not so spectacular like others' one. But I know myself - I'm really weird fushion of perfectionist and poor skills' photographer - so a lot of my works don't get the point, where I can say "Ok, I can post it!"
But I'm plannng to change it :)
Tymczasem żegnam się z Wami w starym roku, życzę wszelkiej pomyślności, sił i optymizmu na Nowy Rok i spełnienia przynajmniej połowy marzeń i planów z listy na 2015 rok :)
Biegnę pakować się na krynolinowego retro Sylwestra - Szycie Party :)
Anyway, I'd like to wish you all happy new year!
And I'll go back to preparations for our - Krynolina's - New Year Celebrations - with a lot of sewing, of course! :)
Do Siego Roku! :)
Wish you All The Best! :)
Asia.
27 grudnia 2014
Bal Królestwa Polskiego.
So, there was a ball. Not any ball, but The November Ball. It was commemoration of Polish November Rise, which had taken place in 1830. It was organised by Warsaw Reenacting Group 'Arsenał' and a lot of our Krynolina friends decided to go there.
Today I'd like to describe how we prepared for a ball. It take a lot of time, unexpected events and a lot of funny situations. Please feel welcome to take a cup of tea, couple of cookies and read, how some Silesian Girls decided to 'conquer' Polish capital, Warsaw ... :)
Bal, bal, i po balu ...
Kto śledzi krynolinowe Instagramy wie, że bardzo duża grupa blogerek (i nie tylko) wybrała się na Bal Listopadowy (a właściwie Bal Królestwa Polskiego AD 1830) właśnie pod szyldem Krynoliny. Śmiechu było co nie miara, poznałyśmy Osobistości Rekonstruktorskie (przynajmniej dla nas - "sekcji cywilnej rekonstrukcji") i powymieniałyśmy się najświeższymi plotkami i informacjami (jednak kontakt wirtualny to nie to co kontakt na żywo). Z racji ilości informacji, które chciałabym przekazać podzielę relację na dwie części - przedbalową i właściwą. Zapraszam do przeczytania tej pierwszej.
If you're following our Instagram feeds, you could notice that all of us - Krynolina Girls - were preparing for a big 1830 ball. Because of enormous amount of information, I decided to divide my post to 2 parts.
7 grudnia 2014
Where Had Gone Fobmroweczka? Please Welcome Kostiumeria!
Z pewnością część z Was zauważyła, że Fobmroweczka zniknęła z internetu - spokojnie, był to zabieg celowy, nie uciekłam z Internetu całkowicie :)
Wszystko kiedyś się przepoczwarza, zmienia i poważnieje. Tak się stało i z Fobmroweczką, która przeobraziła się w Asię, piszącą na Kostiumerii.
Nazwę (podobnie jak wygląd i profil bloga) planowałam zmienić już od dawna - od jakiegoś czasu już mniej interesuję się Włosomaniactwem (moja pielęgnacja jest minimalistyczna, docelowo będzie jeszcze zredukowana - do XIX wiecznych metod dbania o włosy), coraz więcej czasu poświęcając historii ubioru i lifestyle'owi (brr, słowo, którego blogerzy nie lubią :)) - zarówno temu historycznemu, jak współczesnemu. Oczywiście, moje fryzury nie znikną z bloga. Z pełną świadomością oddaję jednak pałeczkę pierwszeństwa Oldze z bloga Caeruleus Berolinensis, która fryzury robi wręcz genialne, i w przeciwieństwie do moich, rzadko się powtarzające :)
To nie koniec zmian - wciąż szukam najodpowiedniejszych tematów dla bloga, jednocześnie próbując pogodzić pracę zawodową z prowadzeniem Krynoliny, pewnymi dalekosiężnymi planami (zarówno biznesowymi jak i kostiumowymi), szyciem nowych strojów i rozpoczynaniem samodzielnego życia.
Musicie uzbroić się w cierpliwość!
Miałabym również prośbę do Was: CZEGO OCZEKUJECIE OD TEGO BLOGA?
Jakie treści chcecie tu czytać, co chcecie oglądać?
Czego wam tu brakuje, co was denerwuje i jest zbędne?
Macie dla mnie jakieś wskazówki, rady, uwagi?
Będę wdzięczna za waszą pomoc, współtworzycie tego bloga :)
Miłego dnia!
Asia
Wszystko kiedyś się przepoczwarza, zmienia i poważnieje. Tak się stało i z Fobmroweczką, która przeobraziła się w Asię, piszącą na Kostiumerii.
Nazwę (podobnie jak wygląd i profil bloga) planowałam zmienić już od dawna - od jakiegoś czasu już mniej interesuję się Włosomaniactwem (moja pielęgnacja jest minimalistyczna, docelowo będzie jeszcze zredukowana - do XIX wiecznych metod dbania o włosy), coraz więcej czasu poświęcając historii ubioru i lifestyle'owi (brr, słowo, którego blogerzy nie lubią :)) - zarówno temu historycznemu, jak współczesnemu. Oczywiście, moje fryzury nie znikną z bloga. Z pełną świadomością oddaję jednak pałeczkę pierwszeństwa Oldze z bloga Caeruleus Berolinensis, która fryzury robi wręcz genialne, i w przeciwieństwie do moich, rzadko się powtarzające :)
To nie koniec zmian - wciąż szukam najodpowiedniejszych tematów dla bloga, jednocześnie próbując pogodzić pracę zawodową z prowadzeniem Krynoliny, pewnymi dalekosiężnymi planami (zarówno biznesowymi jak i kostiumowymi), szyciem nowych strojów i rozpoczynaniem samodzielnego życia.
Musicie uzbroić się w cierpliwość!
Miałabym również prośbę do Was: CZEGO OCZEKUJECIE OD TEGO BLOGA?
Jakie treści chcecie tu czytać, co chcecie oglądać?
Czego wam tu brakuje, co was denerwuje i jest zbędne?
Macie dla mnie jakieś wskazówki, rady, uwagi?
Będę wdzięczna za waszą pomoc, współtworzycie tego bloga :)
Miłego dnia!
Asia
6 listopada 2014
1830 stays/corset in progress!
Czy ja wspominałam coś o regularnym pisaniu? ;D
Oczywistym jest, że ja coś sobie zaczynam obiecywać, zwykle nic z tego nie wychodzi ;) Ale! Dziś pokażę wam gorset na półmetku (brakuje paru poprawek, szelek, lamówek, brykli, oczek i sznura), który, uwaga, powinien być w sobotę gotowy, jeśli chcę zdążyć z resztą ;p Podejrzewam, że weekend przed balem zaprzęgnę do szycia małą manufakturę - obie Magdy od fryzur, moją mamę, moje sąsiadki. Zresztą, u nas tradycją już jest sąsiedzkie remontowanie - dlaczego i nie szycie? :)
Czas na zdjęcia gorsetu! Niemiłosiernie pomarszczony (równość poszczególnych elementów diabli wzieli - jakim cudem?), uszlachetniony krwią (z pozakłuwanych palców! Przy szyciu białych tkanin trzeba baardzo uważać) i po prostu nierówny - ale uszyty ręcznie, bez fiszbin (ma w sobie tylko sznurek) i mam nadzieję - wygodny.
Oczywiście na żywym ciele gorset ułoży się jeszcze inaczej ;) Póki co jestem całkiem zadowolona z efektów - przy odrobinie szczęścia będę miała w czym wystąpić na Balu Listopadowym w Warszawie ;p
A jak tam wasze hobby? :)
Dobranoc!
Oczywistym jest, że ja coś sobie zaczynam obiecywać, zwykle nic z tego nie wychodzi ;) Ale! Dziś pokażę wam gorset na półmetku (brakuje paru poprawek, szelek, lamówek, brykli, oczek i sznura), który, uwaga, powinien być w sobotę gotowy, jeśli chcę zdążyć z resztą ;p Podejrzewam, że weekend przed balem zaprzęgnę do szycia małą manufakturę - obie Magdy od fryzur, moją mamę, moje sąsiadki. Zresztą, u nas tradycją już jest sąsiedzkie remontowanie - dlaczego i nie szycie? :)
Czas na zdjęcia gorsetu! Niemiłosiernie pomarszczony (równość poszczególnych elementów diabli wzieli - jakim cudem?), uszlachetniony krwią (z pozakłuwanych palców! Przy szyciu białych tkanin trzeba baardzo uważać) i po prostu nierówny - ale uszyty ręcznie, bez fiszbin (ma w sobie tylko sznurek) i mam nadzieję - wygodny.
Oczywiście na żywym ciele gorset ułoży się jeszcze inaczej ;) Póki co jestem całkiem zadowolona z efektów - przy odrobinie szczęścia będę miała w czym wystąpić na Balu Listopadowym w Warszawie ;p
A jak tam wasze hobby? :)
Dobranoc!
30 października 2014
Did you miss me when I was gone?
Podobno wśród blogerów po 3 latach publikowania tekstów pojawia się pewien kryzys związany z zapałem i systematycznością. Autorzy zaczynają cierpieć na niechciejstwo, brak weny i zwykłe zniecierpliwienie (wszystko przestaje pasować, od tytułów, tematów i grafik, po styl pisania i czcionkę - jestem na etapie szukania tematyki ;)). Podobno, jak przełamie się ten kryzys, wróci się do regularnego pisania.
Właśnie, wróci.
Zawsze wydawało mi się, że mnie ten kryzys nie dopadł - szczęśliwie, mniej lub bardziej regularnie publikuję na tym blogu swoje fryzury, uszyte stroje i nieco wpisów dotyczących historii mody oraz moich innych zainteresowań. Do teraz. Po prawie czterech latach od opublikowania pierwszego postu, gdy - absurdalnie - nic nie stoi na przeszkodzie do częstszych publikacji, czegoś zaczęło mi brakować.
Mam bardzo niemiłą cechę: z biegiem czasu, często wraz z wzrostem wymaganego poświęcenia i włożonego trudu, proporcjonalnie maleje mój zapał i gorliwość w wykonywaniu czegokolwiek. Trochę prokastrynacji, trochę lenistwa i trochę zwykłej przekory - nie lubię jak ktoś mnie przymusza do czegokolwiek. Skończyłam studia, "rozpoczęłam" swoją "karierę zawodową" (cóż, póki co to zbyt duże słowo. Powiedzmy, że moje plany na życie zawodowe kulają się w przewidzianym przeze mnie kierunku - ostrożnie i bardzo realistycznie ;)), staram się wdrożyć znów w szycie historyczne, zrealizować ambitny cel poprawienia swoich zdolności lingwistycznych (szczególnie gdy chodzi o francuski i rosyjski - postanowiłam nie zaprzepaścić tego, co już umiem), czy popracować nieco nad swoimi zdolnościami interpersonalnymi (mam z tym duży problem). Ciekawe dlaczego mając (nareszcie) na to wszystko czas, nic z zaplanowanych rzeczy nie robię? :D
Wracając jednak do tematu blogowania. Wychodzę z założenia, że zbyt duże zwlekanie wybija nas z formy. To jak z bieganiem (tak przy okazji, do mojego planu dnia wrzuciłam biegi interwałowe - taka odmiana - i ulga dla portfela - od pływania ;)). Im dłużej odkładasz treningi, tym mniej ci się chce (brak dobroczynnej rutyny i nawyku) i tym gorzej ci się biega, bo siada kondycja. Z drugiej strony, takie krótsze przerwy pozwalają na regenerację stawom. Tak samo jest z blogowaniem, szyciem, śpiewem, pisaniem książek, nauką czy graniem w gry - krótkie przerwy pozwalają nabrać dystansu, zregenerować siły, ale im dłużej się czegoś nie robi, tym mniej się tym interesuje, czeka na coś, pamięta o tym.
Powoli przywracam moje życie w dobrze mi znane tory. Szyć już zaczęłam (gorset - nareszcie - zaczyna przypominać gorset), Do nauki języków mam zamiar podejść prozaicznie - włączając youtube w danym języku ;) później przyjdzie czas na słówka. Bieganie po przymusowej przerwie rozpocznę tam, gdzie skończyłam (bo ile razy można zaczynać od początku?), a blogowanie ... właśnie :) Blogowanie zacznę od tego posta. I od skonfrontowania swoich marzeń i oczekiwań z rzeczywistością. Niedługo pokażę wam gorset ;) Bez pięknych zdjęć, bez superdopracowanej formy tekstu. Muszę się wdrożyć. A wdrażając się w coś, nie muszę być od razu perfekcyjna.
I tym o to sposobem doszłam do refleksji ostatnich tygodni.
Take it easy. Your perfect in your imperfections.
Zapisać, zapamiętać, zastosować.
Nie od razu Rzym zbudowano ;)
Na koniec, w ramach rozluźnienia, parę zdjęć. Bo ja ich tu potrzebuję. Potraktujcie to jak gigantyczne Throwback Thursday.
Tym oto sposobem oficjalnie chcę wrócić do regularnego pisania i rozwoju. Czujcie się zaproszeni do zmycia mi głowy, jeśli tego nie zrobię ;)
Miłego wieczoru!
Właśnie, wróci.
Zawsze wydawało mi się, że mnie ten kryzys nie dopadł - szczęśliwie, mniej lub bardziej regularnie publikuję na tym blogu swoje fryzury, uszyte stroje i nieco wpisów dotyczących historii mody oraz moich innych zainteresowań. Do teraz. Po prawie czterech latach od opublikowania pierwszego postu, gdy - absurdalnie - nic nie stoi na przeszkodzie do częstszych publikacji, czegoś zaczęło mi brakować.
Mam bardzo niemiłą cechę: z biegiem czasu, często wraz z wzrostem wymaganego poświęcenia i włożonego trudu, proporcjonalnie maleje mój zapał i gorliwość w wykonywaniu czegokolwiek. Trochę prokastrynacji, trochę lenistwa i trochę zwykłej przekory - nie lubię jak ktoś mnie przymusza do czegokolwiek. Skończyłam studia, "rozpoczęłam" swoją "karierę zawodową" (cóż, póki co to zbyt duże słowo. Powiedzmy, że moje plany na życie zawodowe kulają się w przewidzianym przeze mnie kierunku - ostrożnie i bardzo realistycznie ;)), staram się wdrożyć znów w szycie historyczne, zrealizować ambitny cel poprawienia swoich zdolności lingwistycznych (szczególnie gdy chodzi o francuski i rosyjski - postanowiłam nie zaprzepaścić tego, co już umiem), czy popracować nieco nad swoimi zdolnościami interpersonalnymi (mam z tym duży problem). Ciekawe dlaczego mając (nareszcie) na to wszystko czas, nic z zaplanowanych rzeczy nie robię? :D
Wracając jednak do tematu blogowania. Wychodzę z założenia, że zbyt duże zwlekanie wybija nas z formy. To jak z bieganiem (tak przy okazji, do mojego planu dnia wrzuciłam biegi interwałowe - taka odmiana - i ulga dla portfela - od pływania ;)). Im dłużej odkładasz treningi, tym mniej ci się chce (brak dobroczynnej rutyny i nawyku) i tym gorzej ci się biega, bo siada kondycja. Z drugiej strony, takie krótsze przerwy pozwalają na regenerację stawom. Tak samo jest z blogowaniem, szyciem, śpiewem, pisaniem książek, nauką czy graniem w gry - krótkie przerwy pozwalają nabrać dystansu, zregenerować siły, ale im dłużej się czegoś nie robi, tym mniej się tym interesuje, czeka na coś, pamięta o tym.
Powoli przywracam moje życie w dobrze mi znane tory. Szyć już zaczęłam (gorset - nareszcie - zaczyna przypominać gorset), Do nauki języków mam zamiar podejść prozaicznie - włączając youtube w danym języku ;) później przyjdzie czas na słówka. Bieganie po przymusowej przerwie rozpocznę tam, gdzie skończyłam (bo ile razy można zaczynać od początku?), a blogowanie ... właśnie :) Blogowanie zacznę od tego posta. I od skonfrontowania swoich marzeń i oczekiwań z rzeczywistością. Niedługo pokażę wam gorset ;) Bez pięknych zdjęć, bez superdopracowanej formy tekstu. Muszę się wdrożyć. A wdrażając się w coś, nie muszę być od razu perfekcyjna.
I tym o to sposobem doszłam do refleksji ostatnich tygodni.
Take it easy. Your perfect in your imperfections.
Zapisać, zapamiętać, zastosować.
Nie od razu Rzym zbudowano ;)
Na koniec, w ramach rozluźnienia, parę zdjęć. Bo ja ich tu potrzebuję. Potraktujcie to jak gigantyczne Throwback Thursday.
![]() |
| Moje krynolinowe alter ego doczekało się nawet pięknej grafiki! Jeżeli coś takiego znów zobaczycie, wiedzcie jedno - pisze do was Julie Anne, nie Asia, aka Fobmroweczka ;) |
![]() |
| Jak widać, ścięłam włosy. Podobno kobiety żałują zmiany zaraz po wyjściu od fryzjera - przykro mi, ja tego nie doświadczyłam ;) Poszła ponad połowa. I wreszcie jestem zadowolona ;) |
![]() |
| Lubię jesień. A jesień dla mnie pachnie liśćmi na chodniku. Nawet nie spodziewałam się jak malownicza może być tak prozaiczna droga, jak trasa na pociąg ;) |
![]() |
| Kocham Rybnik. Po prostu. |
![]() |
| Czasami (obecnie coraz częściej, w ramach "catch the moment") dostrzegam urok i piękno dookoła siebie. Tam gdzie go normalnie nie ma ;) |
![]() |
| Tak oto wyglądają moje popołudnia i wieczory od kilku dni. Serial, plany blogowe i szycie. (w tle ulubione słodycze, please, don't judge me ;)) |
Miłego wieczoru!
14 października 2014
Create!
Today I'd like to share with you some of my graphic artworks. It's not vector graphics - it's just "shape coloring" ;)
Wybaczycie samochwalstwo? :)
Chciałabym wam pokazać kilka grafik, które w ramach "rozrywki" i odskoczni od pisania pracy magisterskiej wykonałam w ciągu paru ostatnich miesięcy. Roboczo nazwano je grafiką wektorową, ale z prawdziwą grafiką wektorową nie mają tak naprawdę nic wspólnego. Ot, grafika geometryczna ;)
Wybaczycie samochwalstwo? :)
Chciałabym wam pokazać kilka grafik, które w ramach "rozrywki" i odskoczni od pisania pracy magisterskiej wykonałam w ciągu paru ostatnich miesięcy. Roboczo nazwano je grafiką wektorową, ale z prawdziwą grafiką wektorową nie mają tak naprawdę nic wspólnego. Ot, grafika geometryczna ;)
7 października 2014
What happens when Margaret, Jane and Scarlett meet for cup of coffee?
Today I'll show you new hirstyle made for Magda by me. It fusion of inspirations about Jane Eyre, Scarlett O'Hara and Margaret Hale. A lot of fun with braids, crossing parts and - of course - only two bobby pins ;) Do you like it? :)
Dziś fryzura, którą roboczo nazwę krzyżówką Jane Eyre, Scarlett O'Hary i Margaret Hale (odpowiednio: Dziwne losy Jane Eyre, Przeminęło z wiatrem oraz Północ Południe). A inspiracji nie czerpałam z żadnego z nich :)
Dużo w niej łączeń, przeplatania i krzyżówek - trzeba mieć nieco doświadczenia w zaplataniu, żeby się nie pomylić. Ale efekt wart jest zachodu ;)
Do fryzury użyłam tradycyjnie tylko dwóch wsuwek. Jedna z nich mocuje kok od góry, druga od dołu.
Wtrącę słów kilka, ponieważ pewnien komentarz dał mi do myślenia :) Co by było gdyby Scarlett, Margaret i Jane naprawdę się spotkały? Oprócz oczywistych barier (to w końcu trzy postaci literackie różnych autorek), należy jeszcze wziąć pod uwagę aspekt czasu (i miejsca) akcji powieści :) Jane Eyre "toczyła się" gdzieś w latach 40 XIX wieku, w majątku ziemskim w Anglii (tej mniej uroczej i pastelowej niż ta przedstawiana przez Austen). Margaret Hale wyszła za mąż za Johna Thorntona, zamieszkała ... gdzieś, również w Anglii (wybaczcie, książki nie czytałam, a nie pamiętam czy coś o tym wspomniano w serialu ;)) w latach 50-tych XIX wieku. Scarlett swoje wielkie wejście przeżywa w latach 60-tych wieku XIX wieku, w czasie amerykańskiej wojny secesyjnej (po drodze biorąc trzy śluby) w latach 70 lub 80 pojawiając się w ... Irlandii. Myślę, że właśnie lata 80 byłby to odpowiedni moment na spotkanie trzech wielkich kobiet literatury, Właśnie w Irlandii, przy irlandzkiej kawie :) Pewnie wzajemnie wspierałyby swoje decyzje życiowe - które ewidentnie w jakmiś wymiarze uniezależniły je od mężczyzn - wykazując jednak rozwagę - że miłość do mężczyzny, odpowiedniego mężczyzny, rodzina nie zabiera wolności - ona ją otwiera ;)
Wtrącę słów kilka, ponieważ pewnien komentarz dał mi do myślenia :) Co by było gdyby Scarlett, Margaret i Jane naprawdę się spotkały? Oprócz oczywistych barier (to w końcu trzy postaci literackie różnych autorek), należy jeszcze wziąć pod uwagę aspekt czasu (i miejsca) akcji powieści :) Jane Eyre "toczyła się" gdzieś w latach 40 XIX wieku, w majątku ziemskim w Anglii (tej mniej uroczej i pastelowej niż ta przedstawiana przez Austen). Margaret Hale wyszła za mąż za Johna Thorntona, zamieszkała ... gdzieś, również w Anglii (wybaczcie, książki nie czytałam, a nie pamiętam czy coś o tym wspomniano w serialu ;)) w latach 50-tych XIX wieku. Scarlett swoje wielkie wejście przeżywa w latach 60-tych wieku XIX wieku, w czasie amerykańskiej wojny secesyjnej (po drodze biorąc trzy śluby) w latach 70 lub 80 pojawiając się w ... Irlandii. Myślę, że właśnie lata 80 byłby to odpowiedni moment na spotkanie trzech wielkich kobiet literatury, Właśnie w Irlandii, przy irlandzkiej kawie :) Pewnie wzajemnie wspierałyby swoje decyzje życiowe - które ewidentnie w jakmiś wymiarze uniezależniły je od mężczyzn - wykazując jednak rozwagę - że miłość do mężczyzny, odpowiedniego mężczyzny, rodzina nie zabiera wolności - ona ją otwiera ;)
Na sam koniec "inspiracje" do fryzury:
![]() |
| Jane Eyre (źródło) |
![]() |
| Scarlett O'Hara (źródło)
Przy czym przy Scarlett uważajcie. W większości w filmie nosiła na głowie to, co uważano za modne i ładne w 1940 roku, nie w 1860 ;)
|
| Margaret Hale (źródło) |
Jak Wam się podoba?
Dobranoc! Good morning? :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)










































