W ciągu roku włosy nie urosły spektakularnie (przyrost zwolnił), stan jest raczej bez zmian, końcówki są przesuszone - obecnie nie używam nic do zabezpieczenia. Za to wczoraj zauważyłam babyhair na skroniach! długie, grzywiaste babyhair ;)
Powoli schodzę do swojego koloru na całej długości, na zdjęciu widać jeszcze rudawe refleksy. Włosy niestylizowane (do stylizacji nie zaliczam rozczesania), jak na złość robi mi się z tyłu głowy wilczy przedziałek.
| Czarna linia - czubek głowy, czerwona linia - ramię, błękitna linia - górna granica biustonosza (linia pod łopatkami). |
Co używam?
- Szampon Timotei z olejkiem różanym, ekstraktem z pereł oraz octem malinowym (ciekawe, czy ktoś się jeszcze łapie na "zbawczą" moc szamponów?;D)
- Biovax keratyna+jedwab (raz na 2 tygodnie)
- Odżywka Wella ProSeries Volume (mimo że napakowana silikonami - kocham ją!)
- Odżywki b/s z Joanny Naturii - czerwona lub żółta
- Balsam b/s z Joanny mleczno, miodowo jajeczny.
Włosy myję co 2,3 dni, płuczę chłodną wodą, myję tylko skalp, nie pocieram włosów ręcznikiem, używam suszarki do podsuszania (okolo 70% wysuszenia), jeśli używam gumki, to takiej bez skuwki. Ale zwykle noszę albo kok, albo rozpuszczone włosy. Podcinam około 1 cm co 3 miesiące.
Nauczyłam się szybko i pewnie wiązać nautilusa ;)
Spektakularnie nie jest, ale i włosy osiągnęły maksimum swoich możliwości przy spalonych końcówkach - wiem, że powinnam je obciąć, ale nie zrobię tego. Teraz, jak nigdy przedtem zależy mi na długości, nawet kosztem ich wyglądu ... Fryzury XIX wieczne wymagają pewnych kompromisów ;)
Pozdrawiam!
