31 października 2012

Coś do poczytania.

Gorąco, gorąco, gorąco polecam tę książkę!
"Moda. Historia mody od XVIII do XX wieku. Kolekcja Instytutu Ubioru w Kioto" Akiko Fukai

ceneo.pl
Książka dla maniaków mody, historii ubioru, estetów, plastyków, zwykłych czytelników i osób szukających czegoś ciekawego.
Przecudowne zdjęcia, dużo detali, zachwycające stroje, odrobina teorii historii ubioru.
Stanowczy plus - zdjecia.
Kolejny plus - obecność Charlesa Frederica Wortha :)
Minus - długość książki. Naprawdę, naprawdę mogłaby być dłuższa!

Polecam!

PS: Wspominałam, ze zakochałam się w katowickiej CINiBie?

27 października 2012

Limonka, mleko i czekolada.

Dziś zakupowo :)


Jestem zapachowcem i słuchowcem. Wzrokowcem stanowczo nie, bo co widzę, to tego zwykle nie dostrzegam, i mam fatalną pamięć do twarzy. Dlatego zwykle przy kosmetykach nie patrzę na etykietki (choć zdarza mi się, np. lubię ładne flakony perfum :)) a kieruję się zapachem. Wstyd się przyznać, ale nawet dla zapachu jestem w stanie przełknąć gorszy skład produktu ;)

Nie cierpię dwóch zapachów: mięty i cynamonu. Ich się zawsze wystrzegam, zarówno w jedzeniu jak i w kosmetykach, odświeżaczach i ... gumach do żucia :)

Wczoraj wzbogaciłam się o trzy pięknie pachnące kosmetyki. W tym jeden do włosów :)
Dwa żele pod prysznic z serii Original Source i Balsam do włosów z Apteczki Babuni Joanny.
Na żele polowałam już od jakiegoś czasu - bardzo chciałam je wypróbować, ale nieco zniechęcała mnie cena :( Odżywka trafiła do mnie przez przypadek, myślałam że będzie to produkt do nałożenia zaraz po myciu ;)

Original Source Lime Shower.


Przecudowny zapach! Pierwsze skojarzenie: sok z limonki, taki w buteleczce, dodawany do drinków. Lekko słodki, lekko pachnący białym martini. Pycha :)
Skład jak na żel pod prysznic poprawny - detergenty oczywiście są, ale sok z limonki podobno jest prawdziwy :)
Jeszcze nie używany - ciekawa jestem, czy pieni się podobnie do czekoladowego brata?

Original Source Chocolate&Orange Shower.

Zapach gorzkiej czekolady ze skórką pomarańczową - mieszanki bodajże od Lindta? :) Baardzo jesienno-zimowy zapach, ciepły i smakowity.
Skład też podobno naturalny (jak mogli wsadzić czekoladę do specyfiku myjącego?:))
Pieni się raczej słabo, nie utrzymuje na skórze :(

 Balsam do włosów nawilżająco-regenerujący, włosy suche i zniszczone. Z apteczki babuni, Joanna.

Uwielbiam ten zapach, pobił nawet cytrynowo miodową naturię! Mleczny, słodki, dłuugo się utrzymuje. Oczywiście nie dopatrzyłam, że to balsam bez spłukiwania ... Fatum :)
Jak przy Naturii, trzeba uważać, żeby nie przesadzić z ilością.

Kalendarz :)

Bardziej kobieca wersja kalendarza, który towarzyszy mi od dwóch lat. Z ładną wściekle pomarańczową okładką (wiem, nie widać tego) oraz w mniejszym formacie - nie lubię tych wielkich, nieporęcznych cegiełek.

Uwielbiam pachnące kosmetyki :) A wy, kierujecie się w zakupach samym zapachem, wzrokiem lub innym, jednym zmysłem?

Miłego dnia wszystkim życzę! :)

18 października 2012

MET.

Wiadomość wręcz telegraficzna (podchwycona od Two Nerdy History Girls): dla wszystkich zakochanych z w strojach, antykach, historii, sztuce: MET ( the Metropolitan Museum of Art) wypuściło cyfrowe wersje swoich publikacji (pełne wersje tych wycofanych z druku, próbki tych osiągalnych) za darmo! W formie ebooków w czytniku google i pdf. Wpadłam jak śliwka w kompot :)

http://www.metmuseum.org/research/metpublications

Polecam serdecznie wszystkim zainteresowanym. Wydania sygnowane przez muzea są zwykle bardzo dobrym źródłem naukowym (co mnie jako kostiumologa-amatora szczególnie interesuje) i ciekawą lekturą.
Jedyną wadą całego przedsięwzięcia może być język angielski, ale mnie on wcale nie zniechęca :)


Jak się nieco zaznajomię z zawartościami książek, coś więcej o nich napiszę ;)


Miłego dnia!