Dziś zakupowo :)
Jestem zapachowcem i słuchowcem. Wzrokowcem stanowczo nie, bo co widzę, to tego zwykle nie dostrzegam, i mam fatalną pamięć do twarzy. Dlatego zwykle przy kosmetykach nie patrzę na etykietki (choć zdarza mi się, np. lubię ładne flakony perfum :)) a kieruję się zapachem. Wstyd się przyznać, ale nawet dla zapachu jestem w stanie przełknąć gorszy skład produktu ;)
Nie cierpię dwóch zapachów: mięty i cynamonu. Ich się zawsze wystrzegam, zarówno w jedzeniu jak i w kosmetykach, odświeżaczach i ... gumach do żucia :)
Wczoraj wzbogaciłam się o trzy pięknie pachnące kosmetyki. W tym jeden do włosów :)
Dwa żele pod prysznic z serii Original Source i Balsam do włosów z Apteczki Babuni Joanny.
Na żele polowałam już od jakiegoś czasu - bardzo chciałam je wypróbować, ale nieco zniechęcała mnie cena :( Odżywka trafiła do mnie przez przypadek, myślałam że będzie to produkt do nałożenia zaraz po myciu ;)
Original Source Lime Shower.
Przecudowny zapach! Pierwsze skojarzenie: sok z limonki, taki w buteleczce, dodawany do drinków. Lekko słodki, lekko pachnący białym martini. Pycha :)
Skład jak na żel pod prysznic poprawny - detergenty oczywiście są, ale sok z limonki podobno jest prawdziwy :)
Jeszcze nie używany - ciekawa jestem, czy pieni się podobnie do czekoladowego brata?
Original Source Chocolate&Orange Shower.
Zapach gorzkiej czekolady ze skórką pomarańczową - mieszanki bodajże od Lindta? :) Baardzo jesienno-zimowy zapach, ciepły i smakowity.
Skład też podobno naturalny (jak mogli wsadzić czekoladę do specyfiku myjącego?:))
Pieni się raczej słabo, nie utrzymuje na skórze :(
Balsam do włosów nawilżająco-regenerujący, włosy suche i zniszczone. Z apteczki babuni, Joanna.
Uwielbiam ten zapach, pobił nawet cytrynowo miodową naturię! Mleczny, słodki, dłuugo się utrzymuje. Oczywiście nie dopatrzyłam, że to balsam bez spłukiwania ... Fatum :)
Jak przy Naturii, trzeba uważać, żeby nie przesadzić z ilością.
Kalendarz :)
Bardziej kobieca wersja kalendarza, który towarzyszy mi od dwóch lat. Z ładną wściekle pomarańczową okładką (wiem, nie widać tego) oraz w mniejszym formacie - nie lubię tych wielkich, nieporęcznych cegiełek.
Uwielbiam pachnące kosmetyki :) A wy, kierujecie się w zakupach samym zapachem, wzrokiem lub innym, jednym zmysłem?
Miłego dnia wszystkim życzę! :)