Dear foreign readers, translation of this post will show here soon ;)
Z pewnością nieraz słyszeliście, że Polacy są w czołówce pesymistycznych narodów. "Nie da się", "nie wyjdzie", "po co próbować, skoro i tak nic nie uzyskam" to chyba ulubione odpowiedzi na jakiekolwiek propozycje skierowane do naszych rodaków. Od jakiegoś już czasu (ładnych paręnaście lat ;)) zastanawiam się, jak to zmienić. I tu uprzedzam wszelkie pytania: jestem straszną pesymistką, czarnowidzem i sceptykiem! Blaski i cienie dziedziczenia cech ;) Dodatkowo: szybko się denerwuję wybucham, krzyczę i równie szybko się uspokajam. Nie znaczy to jednak, że nie walczę z sobą i nie staram się zwalczyć w sobie wewnętrznego ponuraka.
Od czego to się zaczęło? Od Pollyanny i jej gry w zadowolenie. Jako dziecko z fascynacją czytałam książki pani Porter, i już wtedy wiedziałam, że gra w zadowolenie to coś, co warto wcielić w życie. Dla niewtajemniczonych, krótkie wyjaśnienie: gra w zadowolenie polega na dostrzeganiu pozytywnych stron w nieszczęściach, które nas spotykają. Przykładowo: złamałam nogę. 7 miesięcy w łóżku, utrata 90% znajomych, przedłużenie studiów, utrudnienia w ruchu, komplikacje zdrowotne i ogólne obniżenie samooceny. Ale nie było AŻ tak źle. Czemu? Bo nie złamałam dwóch nóg :) Bo znalazłam czas na rozwijanie pasji. Przekonałam się, kto jest moim prawdziwym przyjacielem na dobre i złe. Dostałam się na specjalność, o której bez złamania nie byłoby mowy. Jasne, było ciężko, były łzy, czarne myśli, rozpacz i złość (ci, co uczyli się od nowa chodzić, wiedzą o czym piszę), ale zawsze gdzieś migotała myśl, że wcale nie jestem na przegranej pozycji ;)
Później, mając coraz mniej poważnych problemów, nieco pofolgowałam swoim dzikim instynktom i skłonnością do narzekania i sama sobie te problemy stwarzałam. A, bo to mam blizny, a bo to przytyłam, a, bo to nie wychodzi mi coś, co bym chciała aby było ok. Wtedy parę osób mną zdrowo potrząsnęło (także zawodowi polscy narzekacze ;)) i znów, już świadomie, zaczęłam walczyć z własną tendencją do narzekania.
Mam dla was parę patentów, które myślę, że mogą się sprawdzić!
1. Wyrzuć ze słownika NIE DA SIĘ.
A właśnie, że się da! Ania wyleczyła się z choroby nieuleczalnej. Michał po ciężkim wypadku pobiegł w maratonie. Eleonora wygrała międzynarodowy konkurs. Ja nauczyłam się ekspresowo języka od zera :) DA SIĘ!
2. Zacznij otaczać się pozytywnie nastawionymi osobami.
Wiadomo, zadanie niełatwe, ale patrz punkt wyżej :) Istnieje teoria, według której jeżeli umieścisz przeciętną osobę wśród ludzi zdolniejszych i pracowitych, po pewnym czasie ta osoba dorówna im osiągnięciami. Podobnie, jeżeli ta osoba znajdzie się pomiędzy osobami leniwymi, mało zdolnymi i niestarającymi się, obniży loty. Jeżeli otoczysz się pozytywnymi wibracjami, również będziesz pozytywnie nastawiony :)
3. Uwierz w marzenia.
Bardzo ważny punkt. Po co dążyć do czegoś, w co się nie wierzy? Przykład: zaczynając szyć stroje historyczne, słyszałam opinie: po co ci to, tracisz czas i pieniądze, zajęłabyś się czymś sensownym, wyglądasz jak wariatka. Z uporem maniaka powtarzałam, że skoro jestem jedyna, muszę zarazić miłością do kostiumów innych! I po pewnym czasie okazało się, że parę osób tą miłością zaraziłam, potem spotkałam Eleonorę, i już lawinowo - kolejne osoby. Obecnie jest nas ponad 50! :) I co, marzenia się nie spełniają? :p
4. Twórz listy celów i planów.
Jeżeli nie od razu, to po pewnym czasie cel być może uda się zrealizować. Wykonany cel wprawia nas w dumę, zadowolenie i poczucie samorealizacji - szczęście i zadowolenie w czystej postaci ;) Posiadam listy miejsc, które chcę zobaczyć, strojów, które chcę uszyć, rzeczy, które chcę posiadać, umiejętności, które chcę zdobyć i osób, które chciałabym poznać. Bez nich byłoby jakoś tak ... smętnie ;)
5. Otaczaj się radosnymi kolorami.
Mój pokój jest cytrynowożółty. Moja szafa jest raczej ... kolorowa :) Lubię słodkie gadżety (choć jeszcze nie odważyłam się na ich noszenie) nie cierpię burych kolorów. Dziwnym trafem ludzie lubią przebywać w moim pokoju ;)
6. Uśmiechaj się!
Punkt, z którym mam najwięcej problemów. Z natury mam mimikę wściekłego królika ("bez kija nie podchodź"), przez co często odstraszam nieznajomych od siebie. Staram się z tym walczyć, tyle że ... często mój uśmiech nie uzewnętrznia się na twarzy. Jak uśmiechnę się szerzej, czuję się głupio i sztucznie. Dylematy urodzonego pesymisty ... ;) Uśmiech to odruch bezwarunkowy, wręcz lustrzany - jeśłi się uśmiechniesz, ciężko ci nie odpowiedzieć tym samym.
7. Hamuj swojego wewnętrznego potworka.
Nie krytykuj, ugryź się w język. Zamiast złośliwości, powiedz coś miłego (tryumf gwarantowany, rzeczona osoba się po tobie tego nie spodziewa ;)), uśmiechaj się do pani w sklepie/ pana , który poda ci upuszczony owoc/ pasażera autobusu, który cię podsiadł. Może to tylko subiektywne odczucie, ale gdy jestem poza Śląskiem, mam wrażenie, że ludzie w sklepach nie są tak przyjaźni. Pani kasjerka na Śląsku jakoś tak ... szerzej się uśmiecha? :)
8. Wmów sobie, że jesteś szczęśliwym człowiekiem.
Zamiast w myślach narzekać, że on ma lepiej niż ja, sąsiad ma lepsze auto, pomyśl, że jesteś szczęściarzem mającym w sąsiedztwie tak fajne auto :) Pomyśl, że w gruncie rzeczy nie lubisz swojej pracy, ale za to masz świetną dziewczynę/świetnego chłopaka/ kochanego psa, kota/ cudowną mamę, córkę, syna, dzięki której/któremu po pracy jest świetnie (PS: jak naprawę nie lubisz swojej pracy, zmień ją ... ;)). Po prostu - udowodnij samemu sobie że JESTEŚ szczęśliwy. Skup się na pozytywach. Ugryź się w język, także mentalny, gdy sąsiadka ma ładny tyłek, a sąsiad super biceps. Siła autosugestii ma ogromną moc. Sprawdzone na sobie ;)
Dlaczego to napisałam? Aby udowodnić niedowiarkom, że się DA. I samej sobie przypominać, co radzę innym :) I ogólnie - posłać nieco pozytywu w świat.
Dobranoc!
PS: Zmieniam nieco wygląd bloga, ale będą to zmiany kosmetyczne, raczej już niezauważalne ;) Macie jakieś prośby, sugestie, zażalenia? Przemyślę ;)
PS: Mam opory przed umieszczaniem wpisów nie dotyczących bezpośrednio kostiumów i fryzur, ale z drugiej strony - na nich się moje zainteresowania nie kończą. Przeszkadzają Wam takie wpisy jak ten?






